RSS
 

Mały kompleks

10 kwi

„Koniec „małego kompleksu”. Tak wydłużysz męskość nawet o 6-7 cm.” – napisala dziś do mnie pani dr Iwona Gajda – urolog.
Zafrapowała mnie.
Malutkie kompleksy posiadam. Ale tycie-tycie. W sam raz rozmarowo, aby je wykończyć.
- Na przykład bycie Nieperfekcyjną Panią Domu. W sumie mogłabym być bardziej perfekcyjna. Lub totalnie perfekcyjna. Okna umyte raz na 2 dni, porcelana z ręcznie malowanym wrąbkiem i odbieranie telefonu z powitaniem „Tu rezydencja państwa Domowych, pani domu przy telefonie”. Kurna. To byłoby coś!
- Albo też bycie szalenie mało kreatywną kucharką. Paczam se co jakiś czas na Masterchef Austalia. I oczom nie wierzę, że takie rzeczy w dwie godziny.
- Albo na przykład szycie. 8 metrów materiałów czeka, aż usiadę na dupsko i uszyję wreszcie te kolderki z minky. I nic. Od leżenia nic się samo nie uszyło.
- Przydałoby się też obudzić w sobie Wewnętrzną Rusałkę oraz Zwiewną Leliję, albowiem od jakiegoś czasu odczuwam lekkie niedostatki.
No jest trochę tych kompleksów. Małych. Bo cholera, bycie nieperfekcyjną: panią domu, leliją, kucharką i krawcową powodują wybuch frustracji akurat na poziomie „małego kompleksu”.
Czyli koniec!
Okna, łąko, telefonie, rezydencjo, kuchnio i maszyno do szycia witajcie! Wydłużę męskość o 6-7 cm i zostanę spełnioną, szczęśliwą kobietą!
Ahoj przygodo! Świecie ahoj! Nadchodzę! Wolna od obciążen wszelakich. Jak rusałka, boso biegnąca wzdluż górskiego strumyka!

Tylko kurna jak?

Internety podają, że powinnam skupić się na przedłużeniu u siebie „zespołu charakterystycznych cech, dyktowanych często przez kulturę masową i społeczną, decydujących o atrakcyjności osobnika płci męskiej.”

Omatkoicórko oraz Jezusienazareński! WIEM!

Bo oczami duszy mojej ZOBACZYŁAM TO!

Zobaczyłam mnie. Rusałkę, leliję, perfekcyjną panią domu, kucharkę, krawcową. Mnie. Stojącą gdzieś na leśnej polanie. Zupełnie wyzutą z kompleksów. W kraciastej koszuli drwala. Z siekierą w dłoni. I z brodą skrojoną na miarę muzyka ZZ Top…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miaubawki

17 wrz

Z tymi miaubawkami to żart był, a okazało się, że natrzaskałam tego grubo ponad 100 sztuk. Częścią zostali obdarowani nasi przyjaciele, kilka zabawek poszło na jakieś harytatywne cele, jakieś ponowierają się po podłodze, radośnie turlane przez koty.

972296_670542663041196_7676669761890716191_n 988868_670544696374326_381494701350285761_n 1150150_647126165382846_670208501_n 1150233_670543803041082_8617594110875592725_n 1374306_647125558716240_73385890_n 1381608_647127482049381_360431587_n 1470321_647120908716705_1535318648_n 1512319_648976211864508_2078238942_n 1526217_648979095197553_2142317046_n 1795609_647127485382714_2036036914_n 1901458_648976221864507_1981264861_n 1912210_647120092050120_1909565750_n 1921201_647121455383317_860149841_o 1939469_648979105197552_2071703925_n 1976884_647126475382815_1931750341_n 10003520_647126138716182_1050572196_n 10009316_647120888716707_998916312_n 10013873_647121205383342_686042961_n 10150730_670543806374415_6200734080874783267_n 10168057_670541106374685_6014411128917884546_n 10173670_670542656374530_5261331324720269988_n 10268408_670544709707658_5462991347158900444_n 10338264_680370282058434_9101288073675948276_n

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O kotach będzie

25 sie

Gdy byłam dużo młodszą osobą, marzyło mi się, żeby kiedyś móc hodować koty. Zupełnie przez przypadek kupiłam pierwszego kota norweskiego leśnego (zezwolono nam na hodowanie go), potem kotkę, bo kocur się nudził i… zaczęła się moja ogromna pasja.

Chwilę później trafiłam na dyskusję na forach dla norwegowców na temat X-kolorów. Czyli kolorów, które spontanicznie pojawiły się, w wyniku mutacji genów, u kotów norweskich leśnych – przy okazji kolorów nieakceptowanych przez federacje felinologiczne. No i zamarzyło mi się takie koty mieć.

I co? Mam! W zeszłym roku udało mi się sprowadzić przepiękną kotkę w kolorze amber (do tego czasu i ten kolor został dość dobrze poznany, a i federacje felinologiczne go uznały), która – tak, tak – jest pierwszą kotką hodowlaną w tym kolorze w Polsce. A w tę sobotę zamieszkał z nami absolutnie zjawiskowy pierwszy w Polsce kocur w kolorze amber! (konkretnie: amber z białym cętkowany).

I jednak, gdy ktoś bardzo chce i konsekwentnie dąży do celu – to marzenia się spełniają.

Bossssssko, prawda? :D

Arminek (kotek mojego starszego syna)

10570365_885741194787744_860134684674461069_n

10308873_885741011454429_5118848983748528282_n

10626505_885741018121095_999814338012261743_n

10473434_885741891454341_2049647226021940677_n

10520656_885741901454340_7220024429674865058_n

10556469_885741951454335_8412033506205573205_n

10561750_885741414787722_7488698641324607046_n

10592834_885742001454330_863858531145748503_n (1)

O tym, na czym polega amber – poczytać możecie tutaj:

amber baner

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hydrozagadka.

25 wrz

Dziś Be Happy postanowił obejrzeć „Małą miss”.

Czaaaaad…

Be Hapy pacał w te błyszczące na ekranie tv dziewczynki, i pacał.

Ale nic nie spadało w dół pomimo pacania.

Nic a nic.

 

Ot, kolejna kocia hydrozagadka :D

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak zrobić zdjęcie małemu kotkowi – część 2.

10 wrz

Tak! już wiem! Tego kotka należy fotografować, gdy jest zaspany!

Zanim sfotografowałam kotka jak należy, przyszła mama i dokładnie obejrzała, czy kocyk jest wystarczająco dobry dla jej dziecka.

Przy okazji również skontrolowała, czy dziecko na sesji pojawiło się:

a) z czystymi zębami i świeżym oddechem:

 

 

b) czy jest najedzone

 

 

c) chłopak więc w pośpiechu dokonywał poprawek, bo czujna mama dostrzegła fuszerkę.

 

 

I robił dobrą minę do złej gry:

 

 

Każdy przyzna, że rodzice są jacyś dziwni.

 

 

Chwilę później mogliśmy wreszcie rozpocząć sesję fotograficzną:

 

 

 

 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak zrobić zdjęcie małemu kotkowi.

08 wrz

Chciałam kociakowi porobić ładne zdjęcia.
Wzięłam kociaka, posadziłam przed obiektywem.
Ponastawiałam to i owo.
Mam! Obiektyw wyostrzył!
Pstryk!

Kota brak.
Samo tło. A miał być na zdjęciu kot!

No więc od początku!
Wzięłam kociaka, posadziłam przed obiektywem.
Ponastawiałam to i owo.
Mam! Obiektyw wyostrzył!
Pstryk!

Kota brak.
Samo tło. A miał być na zdjęciu kot!

- Ha! – pomyślałam sobie. – Podejdę cię sposobem, bratku!
Powyciągałam zabawki, piórka, licząc, że kociak przez chwilę usiedzi na włochatym pupsku.

Pstryk-pstryk!
Pooooszło!

Trochę nie o to chodziło, bo kociak miał SIEDZIEĆ i wyglądać ładnie.

Za to wyglądał tak:

 

 

 

 

Koziołek, nie kot! O!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kociaki rosną. I zaczynają broić.

03 wrz

Kociaki nam rosną. O ile nie śpią – wszędzie ich pełno. Nauczyły się wychodzić z kojca i trzeba naprawdę bardzo na nie teraz uważać.

A to, żeby kabli nie gryzły (w ruch znów poszły osłonki na kable), a to żeby nie nadepnąć na jakieś przypadkowo.

Wpatruję się w cwały boczne, w puszenie, w to maleńkie jeszcze, ale ogromnie wścibskie, wpychanie nosa w każdy kąt.

Słodziaki z nich ogromne.

No nie da się nie zakochać w kocich gnojkach.

Be Happy

 

Be Happy

 

Be Beauty

Be Beauty

 

Be Beauty

Be Beauty

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kociaki

07 sie

Nam się urodziły.

Chłopczyk

Be Happy ForestGate*PL

 

i dziewczynka:

 

Be Beauty ForestGate*PL

 

Nie mogę się napatrzeć na te dzieciaki :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trochę się pozmieniało

08 lip

Czyli znów jestem domowa. Zatrudniona byłam na zastępstwo. Koniec zastępstwa, koniec roboty.
Korzystam na przerwie, bo postanowiłam usystematyzować wiedzę na temat amberów (w formie bloga)
Dawno nie miałam takiej frajdy z pisania o czymś.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szkoleniowo

27 kwi

Byłam se ostatnio na 4-dniowym szkoleniu z tego i owego.

Oczywiście zjeżyłam się na prowadzącego, bo zimny był jak karkówka w mojej zamrażarce. I cisnęłam gościa, zarzucałam pytaniami lub prośbami (szkolenie ze specjalistycznego, wchodzącego właśnie oprogramowania – inna sprawa, że jeszcze cała masa rzeczy nie gra i wiele problemów jeszcze nie jest rozwiązanych), żeby wycisnąć z niego ile się da – ostatecznie pracodawca nie wysyła pracownika na szkolenie po to, żeby ten wyjechał ze szkolenia w stanie wskazującym na taki sam debilizm jak chwilę po przyjeździe na szkolenie. Oczywiście ostatniego dnia szkolenia pan się ogarnął (na jego szczęście) i zaczął przykładać się do roboty.

I dziś zastanawiam się. Może trza było się w język ugryźć i nie męczyć człowieka? Nie cisnąć, nie dopytywać i nie być trudnym, wymagającym klientem? I se pomyślałam nawet, że tak to się kończy, gdy ktoś taką statystyczną wredną ematkę ;) na szkolenie wyśle. O!

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS